Moj turecki raj
- Anastasia Cariuk
- 26 sie 2022
- 7 minut(y) czytania
*post z 2019 roku*

Co przychodzi na myśl, kiedy słyszycie “Turcja”? Po tym, jak sama zaczęłam się interesować tym krajem i jej językiem, poznałam mnóstwo osób, którzy w taki albo inny sposób są związani z Turcją. Wciąż jednak wiele osób kojarzy Turcję przede wszystkim z ofertami all-inclusive, a ostatnio z nie do końca stabilna sytuacja w kraju i jako skutek, ludzie chętniej się wybierają do Grecji czy Hiszpanii.
W tym poście chciałabym dodać od siebie do tematyki plażowania w Turcji, bo będąc na południu nie sposób jest ominąć tak gorący temat. Nie należę do osób, leżących na plaży 24/7 czy spędzających większość czasu w hotelu. W Turcji był by to grzech! Ale jest jedno miejsce (choć na pewno wiele takich w tym kraju), które łączy w sobie wszystko, czego dusza może zapragnąć od prawdziwego wypoczynku…
Wypatrzyć tanie loty z Ryanair’em do Dalamanu nie jest ciężko, o ile kupujecie bilet poza sezonem (kwiecień/maj, październik), skąd bez problemu można dojechać do Fethiye (oddalonym o 45 km), plaży Ölüdeniz (67 km) czy naszego punktu docelowego – wioski Kabak (80 km). Z lotniska można na wiele sposobów tam trafić. Na przykład, zamawiając transfer z hotelu (cena się będzie różniła w zależności od położenia hotelu, ale jest to opcja na sumę około €40-60); korzystając z transferów Havaş (rozkład z Fethiye na lotnisko zobaczysz tu, koszt biletu to ₺17.5 = €3, w zależności od korków podróż to około 60 min) czyli firmę przewozową pomiędzy lotniskiem a najbliższym miastem (w tym przypadku Dalaman czy Fethiye, dojedziecie na dworzec autobusowy); taksówką – najdroższa opcja, ale także najszybsza (do Fethiye podróż kosztuje około €20-40, chyba że dacie się nabrać na więcej, zawsze poproście kierowcę o włączenie “taksimetre” [czyli taksometr, czytaj tak jak piszesz tak-si-met-re]); wynajętym samochodem, który łatwo zabukować online (ceny od €20/dzień), lub nawet autostopem. Sama już dawno nie korzystam z ostatniej opcji, ale piszę o tym, żeby podkreślić, że nie ma w Turcji żadnego innego niż zwykle niebezpieczeństwa jeśli chodzi o przemieszczanie się stopem. Sporo studentów z większych miast przyjeżdża i korzysta z takiej opcji, jak również liczni obcokrajowcy.
My wynajęliśmy samochód tym razem na cała podróż, gdyż sporo jeździliśmy, a o miejscach, które zwiedziliśmy można poczytań tu, tu oraz tu. Drogi jak już wspominałam w poprzednich postach są cudowne, co się jednak zmienia na odcinku Ölüdeniz-Kabak, bo tutaj droga prowadzi wzdłuż pasma górskiego, i w ciągu dnia nic innego, tylko podziwiać widoki, bo jest co!
Ölüdeniz ma jedną z najpiękniejszych plaży, którą kiedykolwiek widziałam, a dokładniej chodzi mi o kolor wody. Jest ona obłędnego koloru i żadne filtry nie są tu potrzebne.

widok na plaże Ölüdeniz z drogi do Kabaku

plaża Ölüdeniz

Plaża jest piaszczysta, bliżej wody zaczyna się morski żwirek, a fale są dość spore. Uważać należy z dzieciakami albo jeśli się nie jest pewnym swoich możliwości pływackich. Plaża jest fajna pod względem tego, że po przeciwnej stronie górskiej drogi znajduje się zatoka tak bardzo kojarzona z tureckich nadmorskich pocztówek. Tu się spotyka głębokie morze z całą swoją potęga koloru ze spokojną, prawie jak w jeziorze wodą. Wystarczy, że zapłacimy ₺7 = €1 za przejście przez bramki, a będziemy na terenie laguny mając po jednej stronie buszującego Posejdona, a po drogiej rajski spokój zatoki.

widok na lagunę na końcu plaży
Płacąc za wejście można korzystać z bezpłatnej toalety, przebieralni, pokoju do modlitwy. Tu również można wynająć leżaki, kajaki, katamarany, łódki; znajduje się tu kilka knajpek, ale jak wiadomo na plaży wśród turystów najlepszego jedzenia się nie dostanie.
Ölüdeniz to malutka miejscowość znana prócz laguny z paraglidingu. Z plaży widać słynna Babadağ, skąd właśnie skacze się w tandemie, a chętnych jest tak dużo, że czasami latają tobie nad głową (dosłownie!). Trzeba więc uważać, bo na deptaku przy plaży lądują co kilka sekund szczęśliwi turyści. Poza tym, Ölüdeniz to bardzo turystyczne miejsce, w maju czyli oficjalnie poza sezonem jest tu już sporo Rosjan, Brytyjczyków oraz Chińczyków. Zamiast kawy tureckiej coffee latte, zamiast kebab İskendera döner lub dürüm, a happy hour jest niemalże na każdym kroku. Nie takich klimatów szukamy, dla tego po kąpieli udajemy się do celu. Jeśli podróżujecie transportem publicznym, będziecie musieli poczekać na minibus do Kabaku (koszt podróży to ₺4.50=€0.70). Przystanek jest tu jeden, przy plaży, wystarczy się po prostu pytać kierowcę “Kabak?” albo zwrócić uwagę na oznaczenie minibusów.
Wioska Kabak jest ostatnim przystankiem na górskiej drodze, dokąd po raz pierwszy trafiłam jakieś 6 lat temu dzięki moim koleżankom z Polski, poznanym w Stambule (pozdrawiam je trzy, jeśli czytają!). Wioska jest położona nad zatoką z piękna plaża, a na zejście do niej potrzeba 40 minut krętą leśno-piaskową drogą. Jeśli jesteście późno wieczorem nadal będziecie mogli skorzystać z transferu na dół, z tym zapłacić trzeba będzie za cały busik (koszt transferu to ₺60=€9). Zwykłym samochodem zjechać za bardzo się nie da, droga jest dzika z dużą ilością dziur, zakrętów bez żadnych ogrodzeń itd.

na zakrętach trzeba uważać, żeby nie trafić prosto do morza
Przed zejściem jest parking, gdzie spokojnie można zostawić samochód. Nie polecam więc zabierania żadnych walizek, jeśli jest taka możliwość, plecaki będą najlepszym rozwiązaniem. Opcją jest też wynajęcie pokoju w jednym z hoteli przy drodze wiejskiej, wtedy pozostawiając bagaż można schodzić w dół bez większych problemów. Lata temu było tutaj zaledwie kilka hoteli, a miejscowi udostępniali swoje skromne pokoiki błądzącym z dużymi plecakami turystom poszukującym spokoju z dala od hoteli sieciowych i tłumów. To właśnie wtedy doświadczyłam pobytu w hotelu Shambala, jednym z pierwszych miejsc tutaj, płacąc jakieś €10 z wyżywieniem. Ukryty wśród drzew, z widokiem na plażę i basenem, bungalows z których obserwować można zachody słońca, i relaksująca hippisowska atmosfera, przyjazna każdemu. Teraz to miejsce jest znacznie droższe, w związku z ilością nowo powstałych miejsc noclegowych w okolicy i zaistniałą konkurencją, Shambala pozycjonuje się jako luksusowy wypoczynek wśród natury (ceny od ₺300=€45 za osobę, nie pokój).
Kabak to dla mnie miejsce, gdzie zatraca się poczucie czasu. Idealne do praktyki yogi, czy medytacji, mimo dość dużego rozwoju w przeciągu ostatnich lat, wciąż zachowuje swój urok i poczucie odcięcia od świata. Budżetową wersja zakwaterowania, której spróbowaliśmy, a zarazem jedną z najlepszych opcji jeśli chodzi o stosunek ceny do jakości, jest Sea Valley Bungalows położony na samej plaży Kabak (nie mający jej natomiast na wyłączność). Drewniane domki, domki na drzewach, hamaki, basen, tarasy, wkomponowane fajnie w zieleni z pięknymi górami w tle po jednej stronie i morza po drugiej.

Ceny tak jak w każdym hotelu w Turcji na wybrzeżu są różne w sezonie i poza; w maju/październiku można zostać tu już od €25 za noc (w najtańszej opcji łazienka jest na zewnątrz). W cenie jest przepyszne śniadanie z wielką ilością przeróżnych opcji pod każdą dietę.

dżemy, dżemiki, kilka rodzajów sera, oliwek…

a to okrągłe to wcale nie içli köfte jak się może wydawać, tylko robione tutaj czekoladowe ciasteczko – przepyszne

herbata ze świeżej ada çayi (turecka szałwia?)
Po odrobinę prywatności można udaliśmy się do jednego z hoteli znajdującym się nad zatoką Kabak Avalon Bungalows. Słońce tutaj wschodzi szybciej bo hotel jest bliżej gór. Hotel ten należy, jak się później okazało, do pana z Wielkiej Brytanii, wielkiego fana Liverpool. Byliśmy nie co zasmuceni tym, że nie pomagamy bezpośrednio tureckim przedsiębiorcom, aczkolwiek z wioską Kabak generalnie się stało to, co z wieloma innymi podobnego rodzaju miejscami. “Mądrzy” ludzie wykupując od wieśniaków ziemię za grosze, pobudowali hotele, na których zarabiają fortunę, a ci sami wieśniacy pracują teraz w tych że hotelach. Jeśli chodzi o Avalon, nie jest to do końca ten przypadek. Gospodarz jest bardzo miły, obsługa chwali sobie warunki, a jedenaście domków które można wynająć pan z Anglii wybudował swoimi rękoma. Z reszta przechodzi czasami w ubrudzonych spodniach, bo a to naprawia prysznic w którymś z bungalow, a to buduje kolejny.

dość dyskretnie wkomponowany w krajobraz hotel Avalon

widok k pokoju (domku)

Hotel ten może pochwalić się tak zwanym infinity pool o głębokości 140 m na całej powierzchni. Na poziomie niżej jest taras ze stolikami, gdzie kontynuując podziwianie widoków konsumuje się wliczone w cenie śniadanie. Jedzenie można zamawiać z góry, gdyż nie jest to szwedzki stół. A wszytko w towarzystwie przyjaznych lokalnych kotów, grzecznie czekających na swój kęs.

wcale nie jest wysoko, inaczej bym nie weszła, chociaż…

kiedy ma się większą “rybę” do upolowania

Warto wspomnieć, że Kabak jest dość oddalonym miejscem od miasta, nie ma tu supermarketów, a sklepik jest tylko jeden ze skromnym wyborem snack’ów, wody, mleka lub piwa, przy przystanku, gdzie zatrzymują się minibusy (Deniz Market). Natomiast, za równo na górze jak i na dole przy plaży są miejsca, gdzie można zjeść pyszne gözleme (turecki naleśnik), wypić ayran (turecki słonawy jogurt) lub çay (herbata). Przy wyborze miejsca zamieszkania dobrze jest rozważyć opcję HB (śniadania/obiadokolacje).

Fajne widoki, relaksująca atmosfera, yoga z rana, pyszne jedzenie, piękne zachody słońca… To tylko mały procent tego, co oferuje to magiczne miejsce! Nie uwierzycie, ale wszystkie poniższe punkty mam jeszcze do przerobienia, gdyż 3 dni w 6 lat to zdecydowanie za mało na realizacje wszystkiego w okolicy:
1. Droga Licyjska (Likya Yolu) – jedna z najwspanialszych tras turystycznych na świecie. Rozciąga się na 540 km, jest to około 29 dni trekkingu. Początek tej drogi jest właśnie w Fethiye. Balansując pomiędzy wysokimi górami takich jak Babadağ (2000 m n.p.m.) a pięknym turkusowym wybrzeżem z klifami, łąkami, może to być jednodniowa przygoda lub nawet cała podróż życia z plecakiem i namiotem.
2. Dolina Motyli (Kelebekler Vadisi) – piękna dolina z niemniej piękną plażą i podobno wieloma gatunkami motyli. Trafić tutaj można tylko łodzią z pobliskiego Ölüdeniz, tury są organizowane kilka razy dziennie. Można również zejść z góry, ale to raczej wyczyn dla miłośników wspinaczki. Warto jest mieć przy sobie wygodne buty (nie klapki) do chodzenia na miejscu, żeby móc pozwiedzać dolinę, czyli przejść do niedużych wodospadów (podobno wejście pod strumień to ₺6=€1).
3. Paralotnia (Yamaç Paraşütü) – atrakcja mówi sama za siebie: z pobliskiej góry Babadağ skok w tandemie po więcej adrenaliny. Jedna z firm zajmująca się organizacją to Gravity (nie reklama, tylko ta firma, którą wybrałabym sama idąc pierwszy raz). Warunki pogodowe decydują o skokach więc warto je sprawdzać. Skoki nie odbywają się podczas mgły, niestety dochodziło tutaj do tragicznych wypadków, związanych z pogodą.
4. Antyczne miasto Telmessos (Fethiye Antik Kent) – starożytne licyjskie sarkofagi, znajdujące się w klifach nad miastem Fethiye. Nie koniecznie trzeba wchodzić na teren płatny, gdyż widok grobowców z daleka sprawia lepsze wrażenie.
5. Niebieska Jaskinia (Mavi Magara) – jedna z wielu jaskini na wybrzeżu, także jeden z przystanków podczas standardowej wycieczki łodzią z Ölüdeniz, której z kolei nie polecam (wycieczka typu “a’la sardines”: dużo ludzi, głośna muzyka). Można tu również dopłynąć morską taksówką, warto się targować o cenę jak wszędzie w Turcji!




Komentarze